Krzywa Wieża

W zębatej koronie murów, które przez wieki otaczała Toruń, szczególnie jedna z baszt budziła powszechne zainteresowanie, od początków uchodząc za miejscowe kuriozum. Mowa o Krzywej Wieży. Odchylona od pionu o24072012197 — kopia_Easy-Resize.com (5) przeszło sto czterdzieści centymetrów, obrosła legendami. Mówi się, że to jej miasto zawdzięcza swoją nazwę – a było podobno tak: dawno temu strudzeni wędrowcy zbliżali się ku murom miasta, gdy nagle zasłyszeli osobliwy dialog. Wisła z szumem podmywała fundamenty wieży. Gdy ta bliska już była, by się przewrócić, rzekła rzece – nie podmywaj mnie, bo runę. Na co Wisła miała odpowiedzieć – to ruń! Wędrowcy, którym w uszach pobrzmiewało – to ruń! To ruń! Toruń! Stwierdzili, że tak właśnie musi się nazywać miasto, pod mury którego podchodzą.

W innym miejscu krzywość przypisuje się grzesznej naturze krzyżackiego brata. Był bowiem rycerz, który niewiele robił sobie z obowiązującej reguły zakonnej i na potęgę flirtował z toruńskimi mieszczkami. Gdy wreszcie dowiedział się o tym miejscowy komtur, nakazał mu, by w ramach pokuty pobudował wieżę tak pochyła, jak on sam odchylił się od reguły zakonnej.

Szczególnie drugiej z opowieści warto przyjrzeć się bliżej, jest to bowiem najstarsza toruńska legenda, powtarzana już od blisko ośmiu wieków!

Przez pewien czas Krzywa Wieża służyła za więzienie. To zresztą dość typowe zastosowanie baszt i bram. Wówczas to, a rzecz działa się w 1742 r., we wieży osadzono nietypowego skazańca, który w jeszcze bardziej nietypowy sposób uciekł z więzienia. Wszystko z winy szlachcica – pieniacza Łukasza Konopki. Konopka, cwaniak pełną gębą, pozwał miasto za skupione długi. Batalia sądowa trwała długo, by wreszcie przenieść się na prawdziwe pole walki. Przeciw sobie stanęły armie miasta i pieniacza. Po wszystkim aresztowano część jego żołnierzy, z czego jeden osadzony został w baszcie. Nie zamierzał jednak zabawić tam zbyt długo. Z karceru umknął wprost na hałdę gnoju, uciekając przez latrynę! Ustęp w narożniku murów i wieży jest do dziś, stąd łatwo wyobrazić sobie kaskaderski czyn krewkiego rozrabiaki.

Powrót